Nastroje po wyborach regionalnych
27 marca 2006
Wygrali faworyci. W Badenii Wirtembergii chadecja. Ten kraj związkowy uchodzi od blisko pół wieku za bastion CDU. Badania Wirtembergia to kraina o najmniejszym bezrobociu, o świetnej infrastrukturze i bardzo dobrej strukturze przemysłowej. Zdominowanej nie tylko przez przemysł metalowy – głównie samochodowy, ale także o sporym udziale nowych technologii. Z układu politycznego w parlamencie stuttgardzkim wynika, że władzą dzielić się będą prawdopodobnie chadecy i liberałowie.
W Palatynacie Nadrenii ze stolicą w Mainz – czyli Moguncji – wygrała socjaldemokracja. Kluczem sukcesu politycznego w tym landzie jest osoba premiera. Premier Kurt Beck rządzi w Palatynacie już od ponad 7 lat i urósł w międzyczasie do rangi lokalnego męża stanu. Obserwatorzy polityczni uważają, że wyborcy bardziej ufają swemu politykowi niż partii, którą reprezentuje. Premier Palatynatu oczywiście temu zaprzecza, podkreślając, że tak znakomity wynik wyborczy jest zasługą całej socjaldemokracji, zaś tu i ówdzie pojawiające się przypuszczenia, że socjaldemokracja tkwi w kryzysie to – jego zdaniem - absolutna przesada.
W biednej Saksonii Anhalt ze stolicą w Magdeburgu sytuacja wyjściowa była zupełnie odmienna. Bezrobocie jest tam największe w Niemczech, dochód pkb na głowę najmniejszy, a nastroje frustracyjne też największe. W Saksonii Anhalt wynik wyborów jest remisowy. Zwyciężyła wprawdzie chadecja, ale na drugim miejscu uplasowała się skrajna lewica (PDS Lewica) przed socjaldemokracją (SPD). Rządzić zatem będą w Magdeburgu chadecy z socjaldemokratami – podobnie jak w całej federacji rządzonej z Berlina, bo zwycięzca wyborów chadek Wolfgang Böhmer wyklucza koalicję ze skrajną lewicą.
Interpretatorzy wyników niedzielnych wyborów podkreślają trzy aspekty. Przede wszystkim jest wynik wyborów poparciem dla wielkiej koalicji rządzącej w Berlinie. Po drugie jest odprawą dla skrajnej lewicy, której politycy wywodzą się albo z postkomunistycznej PDS z dawnej NRD, albo ze skrajnie lewicowego skrzydła niemieckiej socjaldemokracji lub związków zawodowych. Tylko w Saksonii Anhalt, co jest typowym zjawiskiem post- enerdowskim , skrajnej lewicy udało się osiągnąć wynik powyżej 20%. W dwóch pozostałych landach zachodnich skrajna lewica nie zdołała pokonać 5 % progu wyborczego. Podobnie ma się sprawa ze skrajną prawicą o silnym zabarwieniu nacjonalistycznych. Partie skrajnej prawicy nie zdołały w żadnym landzie pokonać progu 5 % i nigdzie nie weszły do parlamentu.
Komentatorów najbardziej niepokoi słaba – jak na Niemcy – frekwencja wyborcza. W Saksonii Anhalt 44%, w pozostałych powyżej 50%, ale znacznie mniej niż przed czterema laty. Eksperci uważają, że niska frekwencja jest efektem mało polemicznej kampanii oraz tym, że wybory nie miały charakteru rozstrzygającego o czymś zasadniczym typu – my albo oni. A jest tak dlatego, gdyż przeciwnicy polityczni na szczeblu regionalnym, są kooperującymi koalicjantami na szczeblu federalnym.