Niemiecki dziennik: Sztuka przeciwko polskim macho
21 maja 2026
Planowane na koniec października br. otwarcie w monachijskim Lebachhaus wystawy prac Marii Jaremy publicystka dziennika „Sueddeutsche Zeitung” („SZ”), Viktoria Grossmann, wykorzystuje do przedstawienia nie tylko twórczości artystki, ale i batalii niektórych instytucji kultury w Polsce o niezależność sztuki do nacisków politycznych.
O trwającej do końca czerwca w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej retrospekcji prac Jaremy, Grossmann pisze, że pozwala "zanurzyć się głęboko w historię Polski". Publicystka przypomina, że ideałami polskiej artystki były równość wszystkich ludzi, samostanowienie kobiet oraz wolność artystyczna. Kwestie te – przypomina „SZ” – były obojętne komunistom, ponieważ od artystów żądano socrealizmu, Jarema jednak nie chciała się na to zgodzić.
Prowokacja przeciwko nacjonalistom
Według publicystki wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie „z dużym prawdopodobieństwem” ma być prowokacją. „Rok temu nieznaczną większością głosów wyborcy wybrali na prezydenta zdeklarowanego chuligana piłkarskiego – człowieka, który studiował historię, lecz rzadko czerpie z tej wiedzy, a gdy już to czyni, wykorzystuje ją wyłącznie do realizacji własnych celów politycznych. Dla takich polityków Jarema – jako kobieta, jako niegdysiejsza zdeklarowana komunistkai jako nonkonformistyczna bojowniczka – musi pozostawać prowokacją aż po dziś dzień” – czytamy.
Jak kontynuuje Grossmann: „W twórczości i biografii Jaremy wciąż można odnaleźć trafne odpowiedzi na wiele haseł nacjonalistycznych – a nierzadko antyeuropejskich i antyukraińskich – głoszonych przez prezydenta Karola Nawrockiego, który również postrzega siebie jako bojownika z komunizmem”.
Batalia o niezależność
Natalia Sielewicz, kuratorka wystawy w muzeum, przyznaje w rozmowie z „SZ”, że Jarema nigdy nie ugięła się przed hierarchiami i zawsze walczyła o wolność wyrazu i samostanowienie. Publicystka zestawia to z sytuacją panującą przez długi czas wokół Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Grossmann przypomina, że placówka została w fazie budowy przekształcona z instytucji państwowej w miejską. „Był to krok podyktowany nadzieją na zapewnienie sobie trwałej niezależności artystycznej. Rząd PiS głęboko ingerował w wolność twórczą, obsadzając liczne muzea i teatry partyjnymi lojalistami. Obecnie to rządzona przez liberałów stolica ma stanowić dla muzeum osłonę przed tego rodzaju politycznie motywowanymi ingerencjami” – pisze autorka.
Rozliczenie z PiS
Zdaniem Grossmann w Polsce wszystko ma charakter wysoce polityczny – nawet budynek muzeum otoczony drzewami sprowadzonymi z Niemiec. „Całe muzeum wraz z wystawami od samego początku stanowiło wyzwanie rzucone zacofanym, nacjonalistycznym politykom, którzy negują prawa kobiet, a tym bardziej prawa mniejszości” – czytamy. Jak twierdzi autorka, już pierwszą wystawę, poruszającą temat nagonki na środowisko LGBT i uchodźców, można było odebrać jako „rozliczenie z ośmioma latami rządów PiS”.