1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Rok rządów Trumpa. W powietrzu rozłam transatlantycki

20 stycznia 2026

Podczas drugiej kadencji Donalda Trumpa stosunki między Niemcami a USA nie przypominają dawnych relacji. Sprawa Grenlandii może doprowadzić do zerwania partnerstwa.

https://p.dw.com/p/575kX
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent USA Donald Trump
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz (po lewej) i prezydent USA Donald Trump Zdjęcie: Evan Vucci/AFP

Spór między partnerami NATO z Europy i Stanów Zjednoczonych z każdym dniem się zaostrza. Ostatnio prezydent USA Donald Trump dolał oliwy do ognia w sporze o Grenlandię, zapowiadając wprowadzenie specjalnych ceł dla kilku krajów europejskich, w tym Niemiec. Niemcy i inne kraje europejskie wysłały żołnierzy na Grenlandię, aby dać – raczej symboliczny – znak sprzeciwu wobec żądania Trumpa, aby w razie potrzeby siłą przejąć należącą do Danii wyspę. Unia Europejska szykuje cła odwetowe na towary z USA.

A przecież jeszcze kilka dni temu podczas wizyty w Waszyngtonie niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul powiedział optymistycznie: – Nasze partnerstwo jest silne, jesteśmy zdolni do działania i zdecydowani dalej je rozwijać.

I dodał, że Stany Zjednoczone zarówno pod względem politycznym, jak i militarnym „są całkowicie po stronie Europy”.

Spór o Grenlandię

To wsparcie budzi coraz większe wątpliwości. Dotyczą one nie tylko tego, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście chroniłyby europejskie państwa NATO w przypadku ataku Rosji. Gdyby Stany Zjednoczone rzeczywiście naruszyły suwerenność Danii, partnera NATO, oznaczałoby to koniec sojuszu – stwierdziła premier Danii Mette Frederiksen.

– To naprawdę dramatyczny i napięty okres – mówi w rozmowie z Deutsche Welle Amerykanka Rachel Tausendfreund z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP). – Niemcy zastanawiają się obecnie, czy powinny przygotować się na atak swojego najważniejszego partnera z NATO. Pod tym względem stosunki nigdy nie były tak złe. Z drugiej strony, słyszy się, że kanclerz Merz i Donald Trump mają dość dobre relacje na poziomie roboczym.

Duńscy żołnierze wychodzą na ląd w porcie Nuuk na Grenlandii
Duńscy żołnierze w porcie Nuuk na Grenlandii Zdjęcie: Mads Claus Rasmussen/Ritzau Scanpix/REUTERS

Ale nie jest to bezgranicznie wytrzymałe. W sprawie ataku na Wenezuelę i porwania przez amerykańskie siły specjalne Nicolasa Maduro kanclerz Niemiec był ostrożny i nazwał zaistniałą sytuację prawną „skomplikowaną”, mimo że akcja ta była wyraźnie sprzeczna z prawem międzynarodowym. Taką powściągliwość trudno jest teraz utrzymać.

Trump przeciwko Europie

Johannes Varwick, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie w Halle, uważa, że zajęcie Grenlandii „byłoby słynną kroplą, która przelałaby czarę goryczy”. – Uważam, że zaufanie do USA zostałoby wtedy prawdopodobnie nieodwracalnie zniszczone. W zasadzie trzeba by wtedy nacisnąć przycisk resetowania i sprawdzić, na jakiej podstawie można by w przyszłości współpracować. Będzie to jednak bardzo, bardzo trudne, ponieważ w wielu kwestiach jesteśmy jednocześnie zależni od USA. Takie zerwanie byłoby kosztowne, ryzykowne, ale prawdopodobnie nieuniknione – uważa niemiecki ekspert.

Merz, zadeklarowany zwolennik stosunków transatlantyckich, chce za wszelką cenę uniknąć tego zerwania. Donald Trump, który 20 stycznia 2025 roku po raz drugi złożył przysięgę jako prezydent Stanów Zjednoczonych, podważył jednak niemal wszystkie dotychczasowe zasady dotyczące dawnego ścisłego partnerstwa.

Merz nie był jeszcze kanclerzem, gdy w lutym ubiegłego roku Donald Trump upokorzył przed światową opinią publiczną prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Merz powiedział wówczas: – Najpóźniej od czasu wypowiedzi Trumpa stało się jasne, że tej części Amerykanów los Europy jest w dużej mierze obojętny.

Spotkanie Trump-Zełenski. Eskalacja przed kamerami

Jego najwyższym priorytetem jest teraz pomoc Europie w „stopniowym osiąganiu niezależności od USA”. Nie jest to jednak takie proste – jak uważa prof. Varwick. – Jedyne, co faktycznie mogłoby wywrzeć wrażenie (na Trumpie), to naprawdę jednolite stanowisko Europy. Friedrich Merz pracuje nad tym, ale różnice interesów między państwami europejskimi są nadal bardzo duże – mówi politolog.

Chwilowe ożywienie

W ciągu roku stosunki na linii Berlin-Waszyngton nadal się pogarszały. Amerykańskie cła importowe na towary z Europy szczególnie dotknęły niemiecką gospodarkę, która stawia na eksport. W wojnie w Ukrainie Donald Trump coraz wyraźniej dawał do zrozumienia, że dla pokoju byłby skłonny pójść na znaczne ustępstwa wobec rosyjskiego przywódcy Władimira Putina.

Jednak pomimo wszystkich konfliktów – a może właśnie z tego powodu – szef niemieckiego rządu Friedrich Merz udał się na początku czerwca ubiegłego roku do Waszyngtonu. Spotkanie przebiegło lepiej niż się obawiano, prawdopodobnie również dlatego, że Merz mógł powiedzieć, iż Niemcy chcą znacznie zwiększyć wydatki na obronność, zgodnie z żądaniem Trumpa. Ten z kolei nie poszedł na żadne ustępstwa.

Merz po spotkaniu z Trumpem: „Bardzo bliska współpraca”

Powrót imperializmu

Od grudnia wydarzenia następują w szybkim tempie: w nowej strategii bezpieczeństwa narodowego administracja USA ostrzega Europę przed „cywilizacyjną zagładą” spowodowaną migracją. Zachodnia półkula zostaje ogłoszona strefą wpływów USA, a po akcji w Wenezueli pojawia się groźba dotycząca Grenlandii.

Rząd Niemiec wydaje się być bezradny, jak z jednej strony utrzymać Trumpa na pokładzie w poszukiwaniu pokoju w Ukrainie i jako siłę ochronną Europy, a z drugiej strony pozostać wiernym swoim deklarowanym wartościom: przestrzeganiu prawa międzynarodowego i opartemu na zasadach porządku międzynarodowego.

Prezydent USA Donald Trump przed mikrofonem
Prezydent USA Donald TrumpZdjęcie: Kevin Lamarque/REUTERS

Rachel Tausendfreund z DGAP nie wierzy, że USA całkowicie odwrócą się od Europy: – Stany Zjednoczone chcą na nowo skalibrować stosunki z Europą, chcą ponosić znacznie mniejsze obciążenia związane z zabezpieczeniem Ukrainy, ale nawet rząd Trumpa nadal postrzega Europę jako partnera, mimo że niektórzy członkowie rządu są bardzo antyunijni.

Politolog Johannes Varwick przewiduje burzliwe czasy dla Niemiec, ponieważ wraz z Trumpem powrócił imperializm i prawo silniejszego. – To oczywiście dla Niemiec bardzo zła wiadomość, ponieważ Niemcy – jak żadne inne państwo – były zdane na stabilną sytuację międzynarodową, zarówno pod względem polityki bezpieczeństwa, jak i polityki gospodarczej. Niemiecki model biznesowy podupada i nie widać żadnego lepszego – mówi Varwick.

Tak Niemcy mówią o USA 

Pod koniec ubiegłego roku z Urzędu Kanclerskiego dotarła informacja, że Trump przyjął zaproszenie przez Merza do Niemiec. Kanclerz wystosował je podczas swojej wizyty w Waszyngtonie w czerwcu, wręczając Trumpowi akt urodzenia jego dziadka, który wyemigrował do USA z Kallstadt w Nadrenii-Palatynacie.

Kallstadt w Nadrenii-Palatynacie: tabliczka z nazwą miejscowości
Kallstadt w Nadrenii-Palatynacie: stąd pochodził dziadek Donalda TrumpaZdjęcie: Arnulf Hettrich/imageBROKER/picture alliance

Trump musiał poczuć się zaszczycony, że Niemcy doceniają historię jego rodziny. Nie należy jednak wyciągać z tego błędnych wniosków. – Nie oznacza to, że ma on jakieś silne uczucia trwałej więzi z Niemcami – uważa Rachel Tausendfreund.

Jakie nastroje panują wśród społeczeństwa, pokazuje sondaż „Deutschlandtrend” z początku stycznia. Krótko mówiąc: są one fatalne. Według badania tylko 15 procent respondentów uważa Stany Zjednoczone za godnego zaufania partnera. Aż 76 procent jest zdania, że nie można już ufać Stanom Zjednoczonym, co stanowi radykalną zmianę nastrojów w porównaniu z okresem, gdy prezydentem USA był Joe Biden.

Zaproszenie do Niemiec zostało wystosowane, gdy stosunki były już bardzo napięte, ale na długo przed ostatnią eskalacją konfliktu wokół Grenlandii. Obecnie wydaje się nie do pomyślenia, aby w tej sytuacji Donald Trump przyjechał wkrótce do Niemiec.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW