Związki zawodowe wygwizdały Merza. Prasa: sąd nad koalicją
13 maja 2026
Podczas kongresu Niemieckiej Federacji Związków Zawodowych (DGB) kanclerz Friedrich Merz apelował o wsparcie dla zatwierdzonych już przez jego rząd środków oszczędnościowych w ustawowym ubezpieczeniu zdrowotnym, zaś zapowiadaną na lato reformę emerytalną nazwał „najtrudniejszym tematem” rządu.
W kwietniu Merz wywołał poruszenie stwierdzeniem, że w przyszłości zwykła emerytura nie wystarczy, a ustawowe ubezpieczenie emerytalne będzie co najwyżej „podstawowym zabezpieczeniem”. Szefowa DGB Yasmin Fahimi zwróciła uwagę, że wielu pracujących obawia się, że reformy ostatecznie oznaczać będą cięcia i ograniczenia, jak również demontaż ochrony pracowników.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” komentuje: „Kanclerz wydaje się pokładać całą swoją nadzieję w reformie emerytalnej, aby jeszcze przed wyborami w Saksonii-Anhalt móc pochwalić się jakimś osiągnięciem. Jednak i w tej kwestii opór jest ogromny. Już sam opis trzech filarów systemu emerytalnego przedstawiony przez Merza, co w zasadzie powinno być oczywiste, spotkał się ze strony wielu działaczy DGB, podburzonych przez swoją przewodniczącą, z gwizdami i śmiechem. Niezależnie od tego, czy chcieli w ten sposób wesprzeć ‘swoją' minister Bas (minister pracy z socjaldemokratycznej SPD - red.), czy też ostrzec SPD, że partia może zostać doprowadzona do rozłamu, tak jak po Agendzie 2010: SPD nie ma się czym chwalić. Jeszcze mniej mają do zaoferowania (chadeckie) CDU i CSU, które nie mają już prawie żadnego pola manewru, by uwolnić swojego partnera koalicyjnego z uścisku i traumy. Przynajmniej mogą się wzajemnie wspierać w kwestii reformy służby zdrowia (…). Niemcy muszą w końcu wziąć się w garść, ostrzegł Merz w Berlinie, bo hamowanie nic tu nie pomoże”. Była to aluzja do Bärbel Bas, która kilka dni temu powiedziała, że w sprawie reform socjalnych naciska na hamulec.
„Frankfurter Rundschau” zauważa: „Było do przewidzenia, że Friedrich Merz nie spotka się z entuzjazmem podczas kongresu Niemieckiej Federacji Związków Zawodowych (DGB). Jednak wygwizdanie i wyśmianie nie zdarza się kanclerzowi codziennie. Merz nie jest w tym całkowicie bez winy. Tak, kanclerz ma nieprzyjemną rolę, polegającą na konieczności sprzedawania radykalnych i częściowo bolesnych planów reform. Jego największym problemem jest jednak sposób, w jaki to robi: zbyt często negatywny i oskarżycielski, zamiast motywujący i dążący do kompromisu. Merzowi brakuje czasem wyczucia, by znaleźć właściwy ton i przekonać społeczeństwo o konieczności wielkich zmian. Ponadto: kanclerz nie zaangażował związków zawodowych na wczesnym etapie, nie zaprosił ich do rozmów z pracodawcami, aby wspólnie omówić te ogromne reformy. Przeforsowanie planów wbrew związkom zawodowym nie jest dobrym pomysłem. Podczas wizyty w DGB Merz co prawda nawoływał do wspólnego poszukiwania rozwiązań, ale jest to spore opóźnienie”.
W „Volksstimme” czytamy: „Wystąpienie Merza przerodziło się w sąd, przed którym zgromadzeni pracownicy postawili kanclerza i koalicję. To, że poparcie dla rządu spadło do najniższego poziomu, nie wynika wyłącznie z winy Merza, ale także z winy partnera koalicyjnego (socjaldemokratycznej SPD – red.). Gdy ministra Bärbel Bas z SPD oświadcza, że nie ma napływu imigrantów do systemów socjalnych, jest to po prostu zaprzeczanie rzeczywistości” – podkreśla dziennik z Magdeburga dodając, że „odklejona od rzeczywistości”, planowana przez rząd premia w wysokości 1000 euro na złagodzenie skutków kryzysu paliwowego, która została zastopowana przez Bundesrat, była „szczytowym punktem porażki” rządu.
„Należy natychmiast rozpocząć porządkowanie sytuacji, aby jeszcze nieco spowolnić AfD. Konieczne są jasne koncepcje dotyczące opieki zdrowotnej, emerytur i podatków – z rozsądnym rozłożeniem obciążeń. Jednocześnie należy położyć kres ciągłym sporom w gabinecie Merza" – konkluduje gazeta.
Bawarski lokalny dziennik „Pforzheimer Zeitung” pisze: „Podczas kongresu DGB przez długi czas słychać było głośne gwizdy i okrzyki niezadowolenia pod adresem Friedricha Merza. A to pomimo tego, że kanclerz w żadnym wypadku nie obrał kursu na konfrontację, lecz apelował o wspólne przywrócenie Niemiec na właściwe tory. Jednak znaczna część działaczy związkowych najwyraźniej nie jest zainteresowana tym ‘wspólnym' działaniem. Zamiast stawiać czoła nowym wyzwaniom w czasach kryzysu, nadal toczy się zaciekła walka obronna, na przykład przeciwko nowoczesnej ustawie o czasie pracy. Pracodawcy są z góry wrzucani do jednego worka z kapitalistami i rzadko postrzegani jako partnerzy społeczni. A wszystko to wspierane jest ciepłymi słowami minister pracy Bärbel Bas, która na przykład dała do zrozumienia, że za jej kadencji nie będzie cięć w systemie opieki zdrowotnej – i zasugerowała, że potrzeba reform wcale nie jest tak duża. Nie wróży to nic dobrego dla misji ‘przywracania Niemcom sprawności'”.